Skip to main content

Posts

Błyszczący acz tandetny Sikor...

Jak wiadomo Radosław bożyszczem mend-iów jest. Ba, ma swych zaufanych nawet za granicami. Ovaj, nie wszyscy ulegali i nadal nie ulegają 'charmowi' ministra. W zasadzie od czasów Dołęgi Mostowicza wiadomo, że stempelek oxfordzki jest glejtem, przed którym mdleć należy bezwzględnie. Porównanie z Nikodemem nie daje zstosować się tu wprost z tej prostej przyczyny, że delikwent jednak licencjatem błyska na lewo i prawo. Jednakowoż, dla nawet niewprawnego oka & ucha - przymioty yntelektualne owej persony jakoś nie sztymują z otoczką. Bo raz są to z mozołem dukane odczyty/przemowy zbudowane na zdaniach prostych oraz ich przesadne artykułowanie. Głębii próżno szukać. Innym razem kanajcki język i takież furmańskie ( furmanów przepraszam ) - wykwintne maniery. Niejeden zada sobie pytanie jak to się wszystko posklejało? Ano widać musiało, skoro się posklejało. Pojawienie się chłopca z Polski wielu intrygowało. Bo jak to? Z PRL-u w Oxfordzie pojawił się młodzieniec, który...

Tupolewy.

 Szukając w necie daje się odszukać sporo na informacji o wypadkach i katastrofach Tupolewów 154. Od razu zaznaczę, iż mam świadomość nieporównywalności zdarzeń o różnej dynamice. Niemniej niemalże zawsze daje odnaleźć bliższe lub dalsze odniesienia porównawcze. Dodatkowym punktem jest fakt, że w zdarzeniach, o których mowa brały udział maszyny typu B i jej warianty. Nie różnią się one znacząco od typu M, ale jeżeli dla dziewcząt Laska fakty nie mają znaczenia to co ma zrobić zwykły lajkonik, który w swym życiu wylatał zaledwie ca. 1000 godzin obserwując w trakcie lotu "pracę mechanizmów skrzydeł" jak powiedział klasyk... Zacznę od wypadków z udziałem maszyn w barwach linii lotniczych Kuby.14 września 1991 roku Tu154B CU-T1227, próbując kilku podejść z uwagi na złe warunki atmosferyczne, przy trzeciej i ostatniej próbie z uwagi na kończące się paliwo, przyziemił dopiero na ostatniej tercji pasa. Pomimo, że był 'na kursie' co potwierdził ILS to jednak zbyt wysoki pu...

Burzliwe dzieje brunatnej cieczy z bąbelkami...

 Rok 1933. Austriacki malarz przejmuje władzę nad narodem teutońskim. Jakoś około tego czasu, niejaki Max Keith biznesman z krwi i kości wprowadza na tamtejszy rynek rasy panów, zamorską ambrozję pod nazwą Coca Cola . Hitlerowscy naziści, jak jeden, zachłystują się specyfikiem. Szajba im odbija i niedługo potem i dziarsko ruszają w bój o "tysiącletnią Rzeszę". Wrzesień '39 i tak dalej...  Waleczni wojownicy chleją co raz to więcej CC, jednakowoż, w miarę postępu ekspansji - Nach Osten, przekroczyli wszelkie granice, w tym i przyzwoitości, czem rozzłościli Wuja Sama, któren im kurki z brunatnym napitkiem przykręcił...  Walczyć trza a chlać się chce - szto diełać? Kwas chlebowy germańskiemu podniebieniu do gustu nie przypadł. Jest już grudzień '41 i wtedy to nerwowy Adolf zakrzyknął: jak to kudre mol verfluchte! Ni ma kukakula!?  To ja biere te całe fabrykie i basta, nie beńdzi nasz tu jakiś Uj Sam, komponentem 7x szantażował!  Wtem, rzeczony Max zakrzyk...

Panie Rzepliński, czy pan rozumie co ja do pana rozmawiam*...?

Zastanawiam się od kiedy i w jakich okolicznościach obudziły się wśród dzisiejszych profesorów i autorytetów prawa, cechy takie jak umiłowanie wolności, swobód obywatelskich i stanie na straży konstytucji...? Jakie to okoliczności wyzwoliły te namiętności? Wydawać by się mogło, iż wymienione wartości powinny cechować człowieka bez względu na okoliczności, wiek, stanowisko. Są immanentną częścią charakteru. Mam na myśli dziejące się od paru lat z okładem, lamenty i rąk łamanie przez szeroko rozumianych ludzi prawa i ich sympatyków pobudzonych do działania przez opozycję totalną. Czy w historii kilku dekad nie było okazji to tak energicznych i spontanicznych wystapień prawników? Były, owszem, że były. Ale chciałbym się ograniczyć jedynie do tzw. autorytetów i ich doświadczenia mierzonego dekadami lat oraz zajmowanych w państwie pozycji. Płaszczyzną wszystkich wystąpień opozycyjnych wokół zmian proponowanych przez rząd jest konstytucja czy jak wolą totalni, obrona konstytucji czyli k...

Nieszczęsny order...

Order Świętego Stanisława mimo, że może kojarzyć się z zaszczytami dla Rzeczypospolitej to jednak tak na prawdę nim nie był. Ustanowiony pośpiesznie przez króla Stanisława Poniatowskiego, co już samo w sobie może budzić wątpliwości o jego znaczeniu gdyż kojarzyć się może ze schyłkiem państwa. Należy przyjąć, iż koniec Orderu nastąpił wraz z ostatnim rozbiorem Rzeczypospolitej. W tej chwili dziejowej Order zaczął żyć własnym życiem z woli obcych mocarstw. Bo już w czasie powołania Księstwa Warszawskiego, Fryderyk August I, zdecydował o restytucji Orderu. W bardzo krótkim czasie po utworzeniu Królestwa Polskiego, carowie z dynastii Romanowów ustanowili się wielkimi mistrzami orderu. Jak można się domyślać, Order służył do pozyskiwania przychylności i wierności Polaków dla nowej władzy. Niestety, tacy się znajdowali. Dzięki nazwie orderu dawało się chyba godzić tę 'polskość' wraz ze służbą obcym władcom. Order był instrumentem psucia patriotyzmu, wprowadzał w łagodny sposób dw...

Do faryzeuszy, niedowiarków i innych 'uczonych'...

Mam dla was propozycję albo mały test na waszą wiarygdność. Chodzi o Jezusa Chrystusa, tego wędrownego kaznodziei, który znalazł naiwnych i wodził ich za nos oraz zwodził. Podobno (choć jednak to historyczny fakt) został ukrzyżowany. No, cóż stało się, podobno sobie zasłużył ale najlepsze miało się stać póżniej. Otóż, podobno zmartwychwstał, w co oczywiście wiary nie dajecie. I tu pojawia się moja dla was, oświeceni i wszechwiedzący - propozycja. Możecie zadać kłam legendzie. Najlepiej to wychodzi gdy dowody przeprowadza się empirycznie (wasze ulubione słowo). No to, jak ja to widzę. Niech jakiś wygadany spośród was zostanie takim kaznodzieją. Dobrze by miał jakąś elementarną wiedzę, siłę sugestii i coś w tym stylu. O umiejętość cudów nie pytam, bo wiem, że mogłoby być słabo choć przy dzisiejszych możliwościach byłoby łatwiutko ale niech tam. No jak już się skrzykniecie to zacznijcie przekonywać do siebie innych. Moja rada: wypadałoby żebyście byli przekonywujący i konsekwentni, że...

Zabójstwo prezydenta

Jesienią zeszłego roku w Polsce odbyły się wybory do władz samorządowych. W zasadzie same wybory, odbyły się bez większych zakłóceń oraz nie zanotowano niczego szczególnego w trakcie kampanii wyborczej, która przebiegła nader spokojnie. W trakcie kampanii politycy i kandydaci nie niepokojeni spotykali się z potencjalnymi wyborcami. Można też nadmienić, że to kandydaci związani lub popierani przez obóz rządzący doświadczali prób zakłócania ich spotkań przez sympatyków lub stronników totalnej opozycji. Można założyć, że ewentualne próby zamachu na zdrowie lub życie kandydatów mogłyby zostać przeprowadzone bez większych utrudnień. W taki sam sposób prowadził swoją kampanię, zamordowany prezydent Gdańska. Można jedynie dodać, że urzędujący prezydent przystąpił do kampanii, wbrew swym dotychczasowym stronnikom politycznym. Był też niejako dla nich ciężarem. W państwie oskarżanym o niskie standardy demokracji, gdzie władza oskarżana jest naprzemian o bycie: bolszewikami, faszystami lub naz...